


Pireneje 2008 - wrażenia drugiej uczestniczki z trasy turystycznej
w rejonie najwyższego szczytu Pirenejów Aneto (+ 3404 m )
Z 24 uczestników trekkingu w Pirenejach na szczyt Pico de Aneto w końcu decyduje się pójść 7 osób. W skład tej grupy wchodzą uczestnicy, którzy już mają na swoim koncie , nie zakończone co prawda sukcesem, wejście na Monte Perdido (+ 3355 m ) oraz Agata i ja. Na Pico de Aneto prowadzą dwa szlaki. Uczestnikom został zaproponowany szlak zaczynający się w schronisku Refugio de la Renclusa. Aby dostać się z Benasque do schroniska wsiedliśmy o godz. 5 min. 30 do autobusu jadącego do miejsca o nazwie La Besurta. Miejsce to znajduje się 20 km od Benasque. Z La Besurta o godz. 5 min. 15 dalej udaliśmy się, już pieszo, do schroniska. Trasę do schroniska pokonaliśmy w ok. 40 minut. Szliśmy w ciemności, którą tylko rozświetlały czołówki licznej grupy turystów udających się na szczyt. Po krótkim pobycie w schronisku, znajdującym się na wysokości 2140 m n.p.m,

Cały szlak jest bardzo długi i przez to męczący. Na szlaku nie napotka się za to trudności technicznych. Lodowiec wymaga zachowania uwagi i skupienia. Na pewno ciągle aktualne pozostaje pytanie "Czy trzeba mieć raki?" Moim zdaniem, uwzględniając doświadczenie
z przejścia trasy, celowym jest zabranie ze sobą raków. Użycie ich będzie zależne od tego, jak będzie zmrożony śnieg. Jeżeli śnieg będzie rozmokły, mogą wystarczyć kijki. Doradzam obowiązkowe wzięcie z sobą kijków. W przypadku użycia raków będą one konieczne ( takie pogląd wyraził nasz przewodnik Mariusz ).Charakterystyczne dla szlaku, poza obrębem lodowca, jest ogrom kamieni. Kilka razy przy przejściu korzystałam z pomocy rąk. Dobrze jest mieć przy sobie rękawice. Przejście przez kamienie, zwłaszcza przy zejściu, może wydawać się monotonne, Jednakże miejscami należy skupić się, gdyż chwila nieuwagi grozi lawiną kamieni.

Po przeczytaniu relacji z VIII TRASA: najwyższa góra Pirenejów - PICO DE ANETO
3 404 m n.p.m. zaskoczyła mnie wylewność uczuć autorki, granicząca z dziecięcą egzaltacją. Autorka relacjonując przebieg trasy usiłuje mało obiektywnie ocenić
i zhierarchizować uczestnictwo innych osób. Skupiając się na ocenie możliwości mojej osoby autorka zdaje się nie rozumieć, że istotą wspólnej wędrówki po górach, na imprezach trekkingowych, nie jest wyścig, rywalizacja, czy wykazywanie swojej rzekomej wyższości, ale współpraca, odpowiedzialność i przeżywanie najpiękniejszych chwil wędrówki. Sformułowanie relacji w których autorka odnosi się krytycznie do mnie nie tylko nie odpowiada prawdzie, ale i przekracza granice dobrego smaku. Nie znając odczuć innej osoby nie można ich opisywać, a tym bardziej wartościować. Z jej relacji można by wywnioskować, że wejście na Pico de Aneto stanowiło chaotyczny wyścig , pozbawiony kierownictwa przewodnika. Taka relacja wypacza rzeczywisty przebieg wspinaczki. Dotykanie przykrymi uwagami mojej osoby, nadto niczym nie jest uzasadnione i raczej może być odczytane jako brak obycia towarzyskiego. W relacji autorki uderza przede wszystkim chęć podkreślenia jej własnych umiejętności. Tekstowi daleko do skromności i poszanowania odmienności, charakterów, możliwości i osobowości innych uczestników. Osobiste emocje autorki nie mogą przesłaniać bezsporności tego, że w ogólnym rozrachunku, imprezę można uznać za udaną. Osoby, które zdecydowały się wejść na szczyt, osiągnęły swój cel. W tej grupie była także ja. Mój czas dojścia ze schroniska pod szczyt, wynoszący 4 godziny i 30 minut, przeczy twierdzeniu, że tempo było ślamazarne.
Cieszyłam się i cieszę nadal z wejścia na Pico de Aneto. Szlak ma wspaniałe widoki, lodowiec i wysokość. Przejście go stanowi niezapomniane przeżycie. Życząc nowym uczestnikom trekkingu zdobycia szczytu, pozdrawiam wszystkich uczestników imprezy
w Pireneje z września 2008r.